Czy wampirzy lifting ma wady? Osocze bogatopłytkowe a zjawisko overfillingu

Wampirzy lifting, czyli terapia osoczem bogatopłytkowym (PRP), od lat święci triumfy w gabinetach medycyny estetycznej jako jeden z najbardziej naturalnych i bezpiecznych stymulatorów tkankowych. Często mówi się o jego spektakularnych właściwościach regeneracyjnych, jednak w dobie rosnącej świadomości pacjentek, coraz częściej padają bardzo trafne pytania o drugą stronę medalu.

Każda procedura medyczna i kosmetologiczna ma swoje ograniczenia. W tym artykule przyjrzymy się niezwykle wnikliwie słabszym stronom wampirzego liftingu oraz odpowiemy na jedno z najbardziej nurtujących pytań: czy wstrzykując osocze, można doprowadzić do sztucznego przerysowania rysów twarzy, znanego jako zjawisko overfillingu?

Wady wampirzego liftingu: Czego nie przeczytasz w ulotkach reklamowych?

Mimo że osocze bogatopłytkowe jest preparatem autologicznym (pozyskiwanym z własnego organizmu), co eliminuje ryzyko alergii, sama procedura ma pewne niedogodności. Dla niektórych pacjentek mogą one stanowić barierę nie do przejścia. Decydując się na tę terapię, warto mieć świadomość jej specyfiki, aby uniknąć rozczarowań i odpowiednio przygotować się do procesu regeneracji.

Konieczność wykonania serii i dyskomfort bólowy

Największą barierą dla wielu osób jest sam fakt pobrania krwi. Pacjentki zmagające się z hemofobią (lękiem przed krwią) lub mające problematyczne, pękające żyły, mogą odczuwać ogromny stres przed każdą wizytą. Co więcej, aby uzyskać zadowalające rezultaty, wampirzy lifting nigdy nie kończy się na jednym spotkaniu. Konieczne jest wykonanie całej serii zabiegowej, co oznacza wielokrotne pobieranie krwi w odstępach kilkutygodniowych. Sama iniekcja – mimo stosowania maści znieczulających – bywa odczuwalna, ponieważ wprowadzany podskórnie płyn powoduje uczucie specyficznego rozpierania.

Czas oczekiwania na efekty i brak natychmiastowej zmiany

W przeciwieństwie do zabiegów z użyciem usieciowanego kwasu hialuronowego, wampirzy lifting wymaga ogromnej dozy cierpliwości. Bezpośrednio po wyjściu z gabinetu nie zobaczysz znikających zmarszczek. Twoja twarz będzie nosiła ślady po wkłuciach, a skóra zapoczątkuje dopiero skomplikowany, fizjologiczny proces budowy nowych włókien kolagenowych. Pełen rezultat zagęszczenia naskórka i poprawy napięcia pojawia się stopniowo przez wiele miesięcy. Dla pacjentek oczekujących efektu „wow” przed zbliżającym się wydarzeniem, opóźnione działanie osocza jest zdecydowaną wadą.

Uzależnienie rezultatów od kondycji organizmu pacjenta

Jakość preparatu PRP jest ściśle uzależniona od trybu życia pacjenta, jego diety, wieku oraz ogólnego stanu zdrowia. Oznacza to, że efektywność terapii jest wysoce nieprzewidywalna. U osoby palącej papierosy, narażonej na permanentny stres i niedosypiającej, krew będzie zawierała znacznie mniej pełnowartościowych płytek i czynników wzrostu niż u osoby prowadzącej higieniczny tryb życia. W skrajnych przypadkach, mimo poprawnie wykonanego zabiegu, efekty mogą być ledwo zauważalne ze względu na słabą odpowiedź biologiczną samego organizmu.

Zjawisko „Overfillingu”: Czy osocze może przerysować twarz?

Przejdźmy teraz do sedna sprawy. Overfilling (z języka angielskiego „przewypełnienie”) to plaga współczesnej medycyny estetycznej. Kojarzymy go z tzw. „pillow face” (twarzą-poduszką) – nadmiernie napompowanymi policzkami, zniekształconymi ustami i zatartymi, naturalnymi rysami twarzy. Zjawisko to występuje w sytuacji nagromadzenia w tkankach zbyt dużej ilości usieciowanego kwasu hialuronowego.

Biorąc pod uwagę fakt, że podczas jednego zabiegu wampirzego liftingu podaje się w twarz od kilku do kilkunastu mililitrów osocza, obawy o sztuczny efekt są całkowicie zrozumiałe. Czy osocze może spowodować overfilling? Odpowiedź brzmi: absolutnie i kategorycznie nie.

Biologiczny mechanizm wykluczający efekt maski

Aby zrozumieć, dlaczego osocze bogatopłytkowe nigdy nie przerysuje twarzy, musimy spojrzeć na różnicę w strukturze preparatów. Usieciowany kwas hialuronowy to gęsty żel, który nie integruje się natychmiast z tkankami. Jego zadaniem jest zajęcie pustej przestrzeni i fizyczne wypchnięcie skóry do góry. Jeśli wstrzykniemy go zbyt dużo, będzie zalegał pod skórą w formie nieestetycznych, powiększających objętość grudek.

Z kolei osocze bogatopłytkowe jest płynem ustrojowym. Składa się głównie z wody, białek oraz izolowanych płytek krwi. Po wstrzyknięciu go w twarz, płyn ten niemal natychmiast ulega wchłonięciu przez otaczające tkanki i naczynia chłonne. Wszelkie obrzęki i opuchlizny (wynikające z urazu i objętości podanej cieczy) znikają w ciągu pierwszej, maksymalnie drugiej doby po wizycie w gabinecie.

Dlaczego skóra nie wyprodukuje zbyt dużej ilości kolagenu?

Płytki krwi pozostawione w tkankach po wchłonięciu osocza zaczynają uwalniać czynniki wzrostu, które stymulują fibroblasty do pracy. Możesz się zastanawiać, czy zbyt silna stymulacja nie doprowadzi do niekontrolowanego rozrostu tkanek.

Ludzki organizm posiada jednak perfekcyjne mechanizmy samoregulacji. Czynniki wzrostu zmuszają skórę do osiągnięcia jej fizjologicznego maksimum genetycznego, przywracając jej grubość z czasów młodości. Ciało nie jest w stanie wyprodukować kolagenu na „zapas” do poziomu, który zmieniłby kształt kości policzkowych czy powiększył objętość ust ponad ich naturalny zarys. Nawet przy wykonaniu kilkunastu serii zabiegowych w bliskim odstępie czasu, skóra po prostu przestanie reagować na bodziec, odrzucając nadmiar stymulacji.

Zabieg osoczem bogatopłytkowym pozostaje zatem najbezpieczniejszą formą dbania o witalność skóry dla wszystkich tych osób, które panicznie boją się efektu sztucznej i nieruchomej maski. Zmienia on strukturę i jakość naskórka, ale w żaden sposób nie ingeruje w indywidualne i niepowtarzalne rysy twarzy.