Wędrując po forach internetowych i grupach zrzeszających miłośniczki naturalnej pielęgnacji, bardzo często można natknąć się na rewelacje dotyczące roślinnych zamienników dla drogeryjnych kosmetyków. Jednym z najbardziej powszechnych i zarazem najbardziej szkodliwych trendów jest polecanie oleju z pestek malin jako pełnoprawnego, naturalnego kremu z filtrem. Zwolennicy tej teorii przekonują, że ten niepozorny olej oferuje ochronę na poziomie 50 SPF, całkowicie zastępując syntetyczne preparaty.
Powiedzmy to sobie od razu, jasno i wyraźnie: jest to absolutna bzdura i niezwykle niebezpieczny mit. Stosowanie jakiegokolwiek oleju roślinnego jako jedynej ochrony przed promieniowaniem słonecznym to prosta droga do dotkliwych poparzeń, nieodwracalnego fotostarzenia, a w dłuższej perspektywie – do drastycznego wzrostu ryzyka zachorowania na czerniaka. Zanim zaufasz niesprawdzonym informacjom z sieci, zobacz, co na ten temat mówi twarda nauka i kosmetologia.
Czym w ogóle jest wskaźnik SPF?
Aby zrozumieć, dlaczego olej z pestek malin nie chroni przed słońcem, musimy najpierw zdefiniować, czym jest tajemniczy skrót SPF.
SPF (Sun Protection Factor) to ustandaryzowany, międzynarodowy wskaźnik, który określa stopień ochrony przed promieniowaniem UVB (tym odpowiedzialnym za rumień i oparzenia słoneczne). Wartość ta nie jest przyznawana kosmetykom na tak zwane „oko”. Aby dany krem mógł mieć na opakowaniu napis 30 SPF lub 50 SPF, musi przejść niezwykle rygorystyczne badania kliniczne w laboratoriach (in vivo oraz in vitro).
Wskaźnik ten informuje nas, o ile dłużej możemy przebywać na słońcu po nałożeniu odpowiedniej grubości preparatu w porównaniu do skóry całkowicie niezabezpieczonej, zanim wystąpi rumień. Przykładowo, krem o wartości 50 SPF blokuje około 98% docierających do nas promieni UVB. Dodatkowo certyfikowane filtry muszą zawierać ochronę przed promieniowaniem UVA (odpowiedzialnym za degradację kolagenu i procesy nowotworowe), co zazwyczaj oznacza się symbolem PA++++ lub znaczkiem UVA w kółku.
Skąd wziął się mit o oleju z pestek malin?
Jak to często bywa z internetowymi mitami, w każdej plotce jest ziarenko prawdy, które zostało całkowicie wyrwane z kontekstu. Na początku lat dwutysięcznych opublikowano badanie, w którym badano właściwości fizykochemiczne różnych olejów roślinnych. Badacze użyli spektrofotometru, aby sprawdzić, czy oleje te absorbują jakiekolwiek fale światła.
Wykazano, że w warunkach ściśle laboratoryjnych, w probówce, olej z pestek malin faktycznie wykazuje zdolność do absorbowania części promieniowania w zakresie UVB i UVC. Na tej podstawie, bez przeprowadzania żadnych testów na ludzkiej skórze, ktoś wyciągnął błędny wniosek i ogłosił światu, że olej ten działa jak krem 50 SPF.
Brak stabilności i złudna ochrona
Dlaczego to nie działa w praktyce?
-
Brak stabilności fotochemicznej: Filtry laboratoryjne stosowane w kremach (np. Tinosorb czy Mexoryl) są projektowane tak, aby wytrzymać potężne dawki energii słonecznej. Olej z pestek malin nie posiada takiej stabilności. Pod wpływem słońca jego cząsteczki natychmiast ulegają utlenieniu i rozkładowi, tracąc jakiekolwiek właściwości ekranujące w ciągu kilkunastu minut.
-
Brak jednolitego filmu ochronnego: Certyfikowany krem przeciwsłoneczny tworzy na twarzy równomierną, niewidoczną siatkę, która odbija lub pochłania promienie. Olej roślinny zachowuje się na twarzy zupełnie inaczej – zbija się w krople, spływa z sebum i tworzy „prześwity”, przez które słońce bezlitośnie pali naskórek.
-
Rzeczywista wartość ochrony: Współczesne, ponowne badania dermatologiczne udowodniły, że rzeczywista ochrona (SPF), jaką daje czysty olej z pestek malin nałożony na ludzką skórę, oscyluje w granicach od 1 do maksymalnie 2. Jest to wartość absolutnie bezużyteczna w kontekście jakiejkolwiek profilaktyki.
Jak powinna wyglądać skuteczna fotoprotekcja?
Olej z pestek malin to wspaniały kosmetyk – jest pełen antyoksydantów, genialnie nawilża i regeneruje barierę hydrolipidową. Warto stosować go na noc lub pod krem, jako serum zwalczające wolne rodniki. Nigdy jednak nie traktuj go jako tarczy przeciwsłonecznej.
Prawdziwa, bezpieczna fotoprotekcja opiera się na żelaznych zasadach, których nie da się oszukać naturą:
-
Odpowiednia ilość: Aby osiągnąć deklarowaną na opakowaniu ochronę (np. 50 SPF), musisz nałożyć około 2 mg preparatu na 1 centymetr kwadratowy skóry. W praktyce przekłada się to na nałożenie 2 grubych linii kremu na palec wskazujący i środkowy – to idealna porcja na twarz i szyję.
-
Reaplikacja: Żaden filtr nie działa przez cały dzień. Kosmetyk ściera się podczas mówienia, dotykania twarzy i wydzielania sebum. Na plaży lub podczas długich spacerów krem z filtrem należy dokładać co 2 lub maksymalnie co 3 godziny.
-
Wybór certyfikowanego produktu: Skuteczna ochrona to taka, która łączy filtry chemiczne lub fizyczne, przetestowane w warunkach klinicznych.
(Jeśli zastanawiasz się, jaki kosmetyk kupić i czym kierować się przy wyborze idealnej konsystencji dla twojej cery, koniecznie przeczytaj nasz szczegółowy artykuł: Krem do twarzy SPF 50. Jak dobrać filtr do rodzaju cery i co warto kupić? Znajdziesz tam zestawienie najlżejszych i najchętniej polecanych produktów na rynku).




